pizap.com14519461884071

Mój pierwszy raz… autostop w Izraelu!

Mój pierw­szy raz w Izra­elu! Czyli moja pierw­sza – mam nadzieję nie ostat­nia – podróż auto­stopem :)

Zacznę od początku… O wyje­ździe do Izra­ela myśla­łam już od dawna. Co kilka mie­sięcy spraw­dza­łam nawet ceny lotów. Póź­niej pomysł scho­wa­łam gdzieś głę­boko do szu­flady z listą marzeń i nawet tro­chę o nim zapo­mnia­łam.

Jest taka grupa na face­book’u Spon­ta­niczne Wypady, którą zresztą gorąco pole­cam. Idea tej grupy wygląda tak, że jeżeli masz pomysł na wyjazd, ale bra­kuje Ci kom­pana w podróży, to wsta­wiasz tam swoją pro­po­zy­cję i grzecz­nie cze­kasz na odzew pozy­tyw­nie zakrę­co­nej podróż­ni­czej spo­łecz­no­ści :) Pewnego jesien­nego dnia poja­wił się tam wpis Olgi poszu­ku­ją­cej towa­rzy­sza­/to­wa­rzyszki podróży do Izra­ela – bo aku­rat były tanie loty :) Nie­wiele myśląc, napi­sa­łam do niej i od słowa do słowa stwierdziłyśmy, że nie ma się nad czym zasta­na­wiać – kupu­jemy te bilety! Izrael nie należy do najtańszych… Dla­tego tuż przed wyjaz­dem padło hasło, że może auto­stop? Był więc auto­stop :)

I dzień
Od czego by tu zacząć? Chyba naj­le­piej od lądo­wa­nia :) Lot­ni­sko w miej­sco­wo­ści Ovda, nie­da­leko Ejlatu – poło­żone na samym środku pustyni, pośród pięk­nych ska­li­stych gór. Coś nie­sa­mo­wi­tego… Pierw­szy raz w życiu lądo­wa­łam w tak nie­ty­po­wym miej­scu :) Już wtedy wie­dzia­łam, że poko­cham ten kraj. Z lot­ni­ska poje­cha­ły­śmy busem do miej­sco­wo­ści Ejlat, odda­lo­nym o jakąś godzinę drogi. Zro­bi­ły­śmy sobie krótką prze­rwę na podzi­wia­nie miej­sco­wych wido­ków i zaczę­ły­śmy naszą auto­stopową przy­godę :) Wstępny plan wyglą­dał mniej wię­cej w ten spo­sób: Morze Mar­twe – Jero­zo­lima – Tel Aviv – powrót do Ejlatu.

 

DSC_1922

 

Na pierw­szy trans­port nie musia­ły­śmy zbyt długo cze­kać… nie­stety kie­rowca mógł nas podwieźć jedy­nie jakieś 10 km, ale to zawsze coś :) Póź­niej – około 50 min. jazdy – podwio­zła nas sym­pa­tyczna Izra­elka. Wszystko faj­nie… tylko że zaczęło się powoli ściem­niać… a my były­śmy same gdzieś na total­nym odludziu. Szcze­rze mówiąc troszkę zaczę­łam się mar­twić… Na nasze szczę­ście zatrzy­mał się Adim – mega pozy­tyw­nie zakrę­cony czło­wiek, który co prawda nie jechał nad Morze Mar­twe tylko do Tel Avivu :) Stwier­dzi­ły­śmy, że nie ma co maru­dzić i ryzy­ko­wać łapa­niem stopa po ciemku – jedziemy!

Do Tel Avivu dotar­ły­śmy już póź­nym wie­czo­rem. Pierw­sze wra­że­nie jakie zro­biło na mnie to mia­sto nocą? Tro­chę mroczne. Kli­mat war­szaw­skiej pragi – stare, znisz­czone budynki, wąskie i ciemne uliczki… Do tego mnó­stwo tęt­nią­cych życiem knaj­pek i pub’ów.

II dzień
Cały dzień spę­dzi­ły­śmy krę­cąc się po mie­ście. Tel Aviv to mia­sto pełne kon­tra­stów. Z jed­nej strony piękne apar­ta­men­towce i hotele, z dru­giej sypiące się stare budynki. Nie będę się w tu zbyt­nio roz­wo­dzić na temat atrak­cji poszcze­gól­nych miejsc… Mam zamiar napi­sać krótki wpis na temat każ­dego z tych miast osobno :)

 

DSC_1435

 

III dzień
Rano ruszy­ły­śmy do Jero­zo­limy. Ze względu na zbyt późną godzinę zde­cy­do­wa­ły­śmy się na busa. Jak się póź­niej dowie­dzia­ły­śmy, z Tel Avivu podobno bar­dzo ciężko zła­pać stopa, więc bar­dzo dobrze, że poszłyśmy na łatwi­znę :)

Jero­zo­lima mnie zachwy­ciła… Archi­tek­to­nicz­nie, histo­rycz­nie, kul­tu­rowo i impre­zowo… Nie mia­łam wzglę­dem tego mia­sta abso­lut­nie żad­nych ocze­ki­wań i może wła­śnie dla­tego tak bar­dzo mnie ocza­ro­wało?

 

DSC_1559

 

IV dzień
Z auto­stopem nad Morze Mar­twe nie było prak­tycz­nie żad­nych pro­ble­mów. Zatrzy­mał się kie­rowca Busa i tak musiał jechać w tamtą stronę, żeby zabrać tury­stów… więc drogę z Jero­zo­limy nad Morze Mar­twe spę­dzi­ły­śmy w kom­for­to­wych warun­kach umi­la­nych miłą poga­wędką :)

Morze Mar­twe… Zupełne odosob­nie­nie… cisza… spo­kój… zero cywi­li­za­cji… coś pięk­nego :) Kąpiel w morzu ze świa­do­mo­ścią, ze w Pol­sce cho­dzi się już w zimo­wych kurt­kach – bez­cenna :)

 

DSC_1784

 

Znad morza mar­twego ruszy­ły­śmy do Eje­latu. Tym razem podróż auto­stopem szła nam już tro­chę gorzej… nie­stety nikt nie jechał bez­po­śred­nio w tam­tym kie­runku… na szczę­ście (znowu) tuż przed zmrokiem zabrał nas Izra­el­czyk, który na total­nym spon­ta­nie stwier­dził, że ma ochotę jechać do Ejlatu na week­end – więc chyba wię­cej szczę­ścia mieć nie mogły­śmy :) Następ­nego dnia rano mia­ły­śmy już lot powrotny.

 

DSC_1917

 

Izrael to jeden z naj­bar­dziej sza­lo­nych i jed­no­cze­śnie nie­zwy­kle pozy­tyw­nych wyjaz­dów, jakie dotąd prze­ży­łam;) Przed wyjaz­dem byłam lekko zestre­so­wana ze względu na trudną sytu­ację poli­tyczną Izraela… Szcze­rze mówiąc tro­chę się bałam wyjazdu z zupeł­nie obcą osobą… Na szczę­ście Olga oka­zała się być świetną towa­rzyszką podróży :) No i dzięki niej prze­ła­ma­łam swój lęk przed podró­żo­wa­niem autostopem :)

Czuję lekki nie­do­syt Izra­ela. Zabra­kło mi czasu na zwie­dze­nie jesz­cze kilku miejsc oraz na wjazd do Petry na tere­nie Jor­da­nii.
Izrael to jedno z nie­wielu jak dotąd miejsc, do któ­rych bar­dzo chcia­ła­bym nie­ba­wem wró­cić.

 

foto: Olga Pogonowska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *